wtorek, 26 sierpnia 2014

Prolog.

Nazywam się Caroline Parker.
Jeśli to czytacie, będziecie jednymi z nielicznych, którzy poznają ten rąbek mojej gorzko-słodkiej tajemnicy. Cała reszta świata zna mnie pod nieco inną odsłoną, a mianowicie dla nich nazywam się Anastasia Jones.
Może zacznę od początku. Wszystko zaczęło się w dniu moich 18-stych urodzin, kiedy to skończył się mój pełnoprawny pobyt pod dachem Domu Dziecka w Hamburgu. Trafiłam tam kilka dobrych lat temu, kiedy zaginęłam na wspólnej wycieczce z ciocią. Pojechałam z nią na wakacje, dużo podróżowałyśmy, aż do pewnego felernego dnia. Pamiętam, że był to 22 lipca 2009 roku. Wracałyśmy z Hiszpanii i w trakcie lotu okazało się, że czeka nas przesiadka do innego samolotu w Niemczech. Pamiętam, że nigdy wcześniej nie latałam i wszystko było dla mnie nowe i nieznane, a masa ludzi biegających po lotnisku wręcz mnie przerażała. Obydwie z ciotką ciągnęłyśmy ogromne walizki, które sprawiały wrażenie cięższych ode mnie. Miałyśmy tylko 20 minut, żeby się przesiąść do samolotu w innej części lotniska. Biegłyśmy wykonując masę niebezpiecznych manewrów między innymi pasażerami, jednak w połowie drogi straciłam ciotkę z oczu. Nie jestem zbyt wysoka, więc nawet wspinając się na palce nie mogłam dostrzec brązowej burzy włosów należących do Margaret Parker. Próbowałam na własną rękę trafić do odpowiedniego wejścia, niestety moja "głęboko rozwinięta" orientacja w terenie  nie pozwoliła na powodzenie tej akcji. Tak oto zostałam sama w obcym mieście, w obcym kraju, zupełnie sama wśród tłumu zabieganych ludzi, z których każdy mówi innym językiem. Siedziałam tam kilka godzin, jednak nikt się po mnie nie zgłaszał. Wieczorem postanowiłam zgłosić się na miejscowy posterunek policji, która umieściła mnie w pogotowiu, skąd później przeniesiono mnie do domu dziecka. Czułam się rozgoryczona, ponieważ twierdziłam, że gdyby naprawdę moja rodzina chciała mnie odnaleźć to znaleźliby mnie w przeciągu jednego dnia. Gdy trafiłam do domu dziecka nie było już szans na powrót do domu. Mieszkałam tam 5 lat i nikt nawet nie brał mnie pod uwagę w kwestii adopcji. Nikt nie chciał nastolatki, twierdząc, że są z nimi same problemy.
Tak właśnie spędziłam jedne z najlepszych lat mojego życia w totalnie toksycznym towarzystwie, którego jedynym plusem było to, że perfekcyjnie nauczyłam się języka. Tam właśnie poznałam James'a, który "wziął mnie pod swoje skrzydła", kiedy to ośrodek kopnął mnie w tyłek. Od swojej pełnoletności mieszkałam z nim i kilkoma innymi osobami w obskurnym mieszkaniu na przedmieściach. Muszę przyznać, że był osobą o niepokojącym charakterze i zdolnościach, jednak nie miałam wyjścia chcąc przeżyć przynajmniej kolejne kilka lat. Musiałam żyć na jego warunkach.
Teraz powiem wam trochę o stowarzyszeniu, które założył. Jest dość nietypowe i jak już wspomniałam niepokojące, choć to i tak nieco lekkie stwierdzenie. Jest to stowarzyszenie, które ma w swoich szeregach płatnych morderców. Gdyby ktoś 6 lat temu powiedział mi, że tak skończę, wysłałabym go do diabła, jednak teraz wiedziałam, że prędzej czy później to ja do niego trafię.
Zleceniodawcy dobrze płacili, jednak dla 6-cio osobowej grupy starczało jedynie na potrzebny sprzęt i na skromne życie od zlecenia do zlecenia. Dopiero się szkoliłam, jednak według James'a byłam pojętnym uczniem i już niedługo miałam dostać swoje pierwsze poważne zlecenie. Do tej pory jedynie ich osłaniałam i pomagałam przy lżejszych "sprawach".
Ten dzień nadszedł już kilka tygodni później.
- Cześć mała. - usłyszałam szept obok swojego ucha i mimowolnie się wzdrygnęłam. Moje zmysły się nie myliły, to był nie kto inny jak mój "wybawca" - Dziś wielki dzień. - powiedział i opadł na kanapę, rozsiadając się na jej większej części. Spojrzałam w jego stronę, jednak napotykając jego świdrujący wzrok z powrotem odwróciłam głowę. Właśnie czyściłam broń, nie mogłam się rozpraszać.
- Powiesz od razu o co chodzi czy mam cię o to błagać? - rzuciłam nie patrząc na niego. W odpowiedzi usłyszałam jedynie gorzki śmiech, co wywołało grymas na mojej twarzy.
- Przyjemna perspektywa, ale nie mam na to teraz czasu. - odpowiedział wyraźnie rozbawiony moją postawą. - To twój szczęśliwy dzień żółtodziobie, wreszcie dostaniesz swoje własne, prywatne zlecenie. - zamarłam słysząc te słowa. Szło mi świetnie, jednak w środku nie czułam się gotowa na taką odpowiedzialność. Nie dając nic po sobie poznać, odwróciłam się w stronę chłopaka unosząc brew do góry. Ostatnie skrawki człowieczeństwa krzyczały we mnie, żebym tego nie robiła.
- Zamieniam się w słuch. - powiedziałam ignorując głosy w mojej głowie, a on z uśmiechem wyciągnął z tylnej kieszeni małe zdjęcie i podał mi je.
- On jest twoim pierwszym i prawdopodobnie najważniejszym w życiu zleceniem. - powiedział i wstał. - Zapoznaj się z nim, zbierz informacje, jutro zaczynasz, zleceniodawcy zależy na czasie. - z tymi słowami i zdjęciem w dłoni zostawił mnie w pokoju. Zerknęłam na kawałek papieru, na którym widniała uśmiechnięta, przystojna twarz brązowookiego chłopaka z blond grzywą. Zamarłam kiedy coś sobie uświadomiłam. Znałam go. Kiedy byłam młodsza był moim idolem. Moim pierwszym zleceniem był Bill Kaulitz. Kiedyś oddałbym za niego swoje życie, teraz to ja miałam mu je odebrać...



Zapraszam do czytania i komentowania. Może nie każdego będzie razić pozorna przewidywalność akcji opowiadania :P :)
Niedługo powinna pojawić się kolejna część. :)

9 komentarzy:

  1. Cześć! Prolog zapowiada ciekawe powiadanie :) Czekam na kolejne rozdziały :)
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prolog daje do myślenia, czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze? Zaintrygowałaś mnie takim prologiem, spodziewałabym się czegoś innego, a tu proszę zaskoczyłaś mnie. Tylko teraz tak: jak ona to zrobi? Uda jej się? Będzie musiała dużo informacji o nim zebrać. Po przeczytaniu tylko prologu już tworzy mi się masa pytań! Weny życzę na rozdział pierwszy :3 nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze? Zaintrygowałaś mnie tym prologiem? Spodziewałam się czegoś innego, a tu proszę. Tylko to będzie dla niej trudne, jak go pozna? Wykona swoje zadanie? Będzie musiała dużo czasu poświecić na szukanie informacji. Czekam na ciąg dalszy! Dee

    OdpowiedzUsuń
  5. Tego jeszcze nie było, a przyznam, że to naprawdę dobry i ciekawy pomysł na opowiadanie z Kaulitzami. Trzymaj się go mocno i nie dawaj nam długo czekać na kolejne odcinki :)

    / Roxanne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niby przewidywalne, a jednak nie całkiem. Podoba mi się prolog i mam nadzieję, że pierwszy odcinek dodasz jak najszybciej.
    Czekam niecierpliwie i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Płatna morderczyni? Świetny pomysł. Już nie mogę się doczekać pierwszego odcinka ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mi się podoba, ale gdzie kolejny rozdział?^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow. Ciekawie się zaczęło ;)
    Płatny morderca to dość niespotykany temat opowiadań jakie do tej pory czytałam ;)
    Życzę weny :)
    Zapraszam też do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń